Dobrego dnia z Ojcem Pio
SOBOTA, 25 MARCA 2017: Będziemy naśladowcami Jezusa wówczas, gdy przetrzymamy wszystkie boje życia.
 © Głos Ojca Pio © Głos Ojca Pio

Klara z Asyżu. Jaśniejsza od słońca

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Między bajki trzeba włożyć przekonanie, jakoby Klarę łączyło z Franciszkiem miłosne uczucie. Dzieliła ich różnica wieku, a jeszcze bardziej pochodzenie społeczne. W tamtych czasach nie do pomyślenia było, by syn mieszczanina, choćby najbogatszego, przymierzał się do ożenku z córką rycerza. Tym bardziej nie wchodził w grę romans...

Święta Klara pochodziła z Asyżu, który w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XII w. wchodził w skład Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Chrześcijaństwo pojawiło się tu już w III w. za sprawą św. Rufina, męczennika, który patronuje asyskiej katedrze. Było to typowe miasto średniowiecza, z wąskimi i krętymi uliczkami, położone u podnóża góry Subasio, na skraju doliny zwanej Spoletańską. Mieszkańcy Asyżu zajmowali się rzemiosłem i handlem. Znakiem ich samorządu był ratusz – siedziba rady miejskiej – wznoszący się na Placu Ratuszowym. Bogaci kupcy próbowali zrzucić z siebie panowanie cesarza w 1174 r., ale Fryderyk Barbarossa okazał się silniejszy, zmusił mieszczan do uległości i zapłacenia ogromnych podatków, grożąc, że zrówna miasto z ziemią. Dumnym asyżanom nie pozostało nic innego, jak przełknąć gorzką pigułkę.

Głównym miejscem służby Bożej w Asyżu była katedra pod wezwaniem św. Rufina, wybudowana na przełomie XII i XIII w. Place w pobliżu katedry zajmowały siedziby rycerstwa, wśród których wyróżniał się zamek-pałac synów Offreduccio di Bernardino, bardziej przypominający fortecę niż rezydencję możnowładców. Głową tego rodu pod koniec XIII w. był Monaldo di Offreduccio, człowiek odważny i zaprawiony w wojennym rzemiośle, ale porywczy, o niepohamowanym temperamencie, dumny i chętnie podkreślający bogactwo i znaczenie swego rodu. Rodową siedzibę zamieszkiwali wraz z nim bracia: Scipion, Hugolin, Paweł i Favarone. Wszyscy byli żonaci, pozostawali jednak w rodzinnej wspólnocie i razem wyruszali na wojenne wyprawy, choć w tym czasie zdarzały się one niezbyt często.

Upokorzone przez Fryderyka Barbarossę miasto musiało powstrzymać wojenne zapędy i stawać do walki tylko na wyraźne wezwanie cesarza. W tym czasie wśród rycerstwa nie używano nazwisk; określając rycerza używano jego imienia z dodaniem imienia ojca i – ewentualnie – dziada. Stąd określenie: Monaldo di Offreduccio, znaczyło: Monaldo, syn Offreduccia.

Jaśniejsza od słońca
Małżonka Favarone di Offreduccio, Ortolana, w 1193 r. spodziewała się pierwszego dziecka. Istniało ryzyko, że dziecko może przyjść na świat chore lub zakończyć życie rychło po narodzeniu; w tamtych czasach nie było tak rozwiniętej opieki medycznej nad noworodkami jak dzisiaj. Pani Ortolana, w miarę jak zbliżała się chwila narodzin, coraz więcej czasu spędzała na modlitwie w katedrze, prosząc Boga o szczęśliwy poród i zdrowie dla dziecka. Kiedyś podczas modlitwy miała usłyszeć głos, który zapewnił ją, że dziecko nie tylko urodzi się zdrowe i przeżyje, lecz będzie „światłem, które rozbłyśnie jaśniej od słońca”. W 1193 lub 1194 r. przyszła na świat córka, która na chrzcie otrzymała imię Klara – Jasna.

Dzieciństwo jej nie było sielsko-anielskie. W 1197 r., po śmierci Fryderyka Barbarossy, w Niemczech rozgorzała wojna o następstwo na tronie cesarskim. Wtedy na ziemiach włoskich wybuchł bunt przeciwko panowaniu cesarskiemu, szczególnie gwałtowny w miastach, gdzie mieszczanie zajmowali posiadłości cesarza, usuwali jego namiestników i burzyli ich zamki. Asyżanie dodatkowo zaatakowali siedziby rycerzy, w tym zamek rodu di Offreduccio, chcąc pozbyć się nie tylko panowania władcy, ale również obecności ludzi, którzy mogli stać się sprzymierzeńcami nowego cesarza. Trzymający się razem bracia, w tym Favarone z żoną i córką, schronili się w pobliskiej Perugii, której oddziały zaatakowały asyżan; oba miasta miały ze sobą odwieczne porachunki i nie zrezygnowały okazji, w której jedno mogło zdobyć łupy na drugim. Wojna, przy zmiennym zwycięstwie, trwała do 1205 r. i dopiero wtedy Favarone z rodziną mógł powrócić do asyskiej siedziby, którą zastał zniszczoną i złupioną.

Klara miała wówczas dwanaście lat. Zapewne przeżycia wojenne, widok ludzi, którzy utracili domy, majątki i najbliższych – obudziły w jej sercu litość i współczucie oraz pragnienie przyjścia im z pomocą przez obdarowywanie żywnością i pocieszanie dobrym słowem. Rodzice nie sprzeciwiali się temu, że ich córka rozdaje chleb trędowatym i biednych wspomaga jałmużną. Należało to do ówczesnego obyczaju: jak rycerz miał być dzielny i odważny, tak kobieta z rycerskiego rodu – miłosierna i o tkliwym sercu. Klara otrzymała też staranne wychowanie i wykształcenie, w tym rzadką u kobiet tamtych czasów umiejętność pisania i czytania po łacinie.

Przyjaciel Franciszek
Wkrótce potem asyżanin Franciszek, syn kupca bławatnego Piotra Bernardone, po publicznym wyrzeczeniu się przed sądem biskupim prawa do ojcowskiego majątku, wszedł na drogę nawrócenia. Głośno mówiono o tym w Asyżu, a zatem Klara nie mogła o tym nie wiedzieć. Natomiast między bajki trzeba włożyć przekonanie, jakoby łączyło ją z Franciszkiem miłosne uczucie lub by byli narzeczonymi. Dzieliła ich różnica wieku, a jeszcze bardziej pochodzenie społeczne. W tamtych czasach nie do pomyślenia było, by syn mieszczanina, choćby najbogatszego, przymierzał się do ożenku z córką rycerza, nawet gdyby ten rycerz był ubogi, a Favarone di Offreduccio w ubóstwo nie popadł. Tym bardziej nie wchodził w grę romans czy potajemne spotkania (miały one miejsce później, ale ich charakter był zupełnie inny).

Około 1210 r. do grona towarzyszy Franciszka przyłączył się stryjeczny brat Klary, Rufin, syn Scipiona di Offreduccio. Wiele wskazuje na to, że to on umożliwił Klarze osobiste spotkanie z Franciszkiem, gdy zapragnęła poznać człowieka, o którym mówił cały Asyż i z którym odkrywała pokrewieństwo duchowe. Franciszek także myślał o spotkaniu z Klarą, ponieważ słyszał, że jest osobą bogatą w łaskę Bożą. Nie spotykali się sam na sam: Klarze towarzyszyła kuzynka, Bona di Guelfuccio, Franciszkowi – brat Filip Długi. Rozmowy miały charakter ściśle duchowy. Klara prosiła Franciszka, by pouczył ją o sposobie służenia Bogu, Franciszek mówił Klarze o naśladowaniu Chrystusa ubogiego i pokornego, a zarazem wzywał do takiego życia. Nic z romantycznej randki! Franciszek znalazł w Klarze nie tylko wdzięczną i pojętną słuchaczkę, ale przede wszystkim osobę, która do głębi przejęła się usłyszanymi naukami i uznała ich treść za swoją.

Panna na wydaniu
W tym czasie Klara zbliżała się do ukończenia osiemnastego roku życia i należało ją wydać za mąż. Rodzice nakłaniali córkę do zamążpójścia, a kandydatów do ręki bogatej i urodziwej panny nie brakowało. Jednym z ubiegających się o względy Klary był rycerz Raniero, syn Bernarda z Asyżu. Po latach zeznał w procesie kanonizacyjnym, że gdy proponował młodej dziewczynie małżeństwo, ona mówiła mu o wzgardzie świata. Jak na osiemnastolatkę to dość oryginalny temat rozmowy z kandydatem na narzeczonego. Świadczy jednak o tym, że nauki Franciszka zapadły jej w serce i była już zdecydowana złożyć swe życie w ofierze Jezusowi.

Odrzucanie małżeńskich propozycji nie mogło trwać w nieskończoność, tym bardziej, że u rodziców i krewnych budziło zdumienie, a potem także gniew, iż przez kaprysy dziewczyny nie dochodzą do skutku rodzinne plany. W średniowieczu małżeństwo często przypieczętowywało układy rodzinne i majątkowe. Z drugiej jednak strony nie przesadzajmy z opiniami, według których kobieta zostawała wydana za mąż wbrew swej woli, za człowieka, którego nie znała i nie kochała. Skoro Klara mogła wybierać wśród kandydatów i ich odrzucać, a rodzice – przynajmniej na początku – akceptowali ten stan, znaczy to, że jednak liczono się z głosem serca.

Obcięte włosy, habit i welon
Ostateczną decyzję Klara podjęła wiosną 1211 r., nie bez wpływu, a może z polecenia św. Franciszka (Tomasz z Celano mówi o rozkazie Świętego). 27 marca 1211 r., w Niedzielę Palmową, wraz z rodziną udała się do katedry asyskiej na liturgię poświęcenia palm, której przewodniczył biskup Asyżu, Gwido. Dawna liturgia przewidywała, że po poświęceniu palm celebrans rozdawał je niektórym uczestnikom nabożeństwa. Klara również miała otrzymać palmę z rąk biskupa. Gdy nadszedł stosowny moment, zamiast podejść do biskupa, pozostała na miejscu. Biskup sam podszedł do niej i wręczył poświęconą palmę. Czy wiedział o jej planach? Nocą, w towarzystwie kuzynki Pacyfiki di Guelfuccio, wyszła z rodzinnego domu, by więcej do niego nie wrócić.

Wyjście główną bramą było zbyt ryzykowne: czuwała tam straż, która mogła ją zatrzymać. Klara wyszła zatem zapasowym wyjściem, które przewidziano na wypadek oblężenia twierdzy lub do wynoszenia ciał zmarłych podczas epidemii. Na co dzień wejście to było zatarasowane kamieniami i deskami. Jak młoda dziewczyna uporała się z tymi przeszkodami? W procesie kanonizacyjnym świadkowie będą zeznawać, że musiało się to stać przy udziale Bożej interwencji, bo w pojedynkę nawet silny mężczyzna nie poradziłby sobie z odsunięciem leżących głazów. Wraz z Pacyfiką udała się do Porcjunkuli – małej kapliczki na polach pod Asyżem, przed kilku laty odbudowanej przez Franciszka. On z braćmi oczekiwał tam na Klarę i jej towarzyszkę, a gdy przybyła, obciął jej włosy i nałożył habit oraz welon. Habit przyjęła również Pacyfika. W średniowieczu były to zewnętrzne znaki poświęcenia się kobiety na służbę Bogu. Następnie Franciszek i kilku braci odprowadzili Klarę i Pacyfikę do pobliskiego klasztoru sióstr benedyktynek pod wezwaniem Świętego Pawła.

Bezpieczna przystań
Klasztor Świętego Pawła był zasobny w majątki, a także w bullę papieża Innocentego III, grożącą klątwą każdemu, kto ośmieliłby się niepokoić mniszki. Klara nie zamierzała pozostać benedyktynką, jednak musiała się schronić w bezpiecznym miejscu. Były po temu powody. W poniedziałek po Niedzieli Palmowej w zamku di Offreduccio odkryto nieobecność Klary. Wyśledzenie, dokąd się udała, nie nastręczało trudności. Potężny i porywczy Monaldo di Offreduccio nie musiał się spieszyć. Wiedział, że wystarczy mu oręża i ludzi, by sprowadzić bratanicę z powrotem, w czyichkolwiek rękach by przebywała. W Wielką Środę lub Czwartek wysłał do klasztoru Świętego Pawła siedmiu krewnych, prawdopodobnie w towarzystwie zbrojnego orszaku. Pomni na papieską bullę nie wzięli klasztoru szturmem, lecz perswazją próbowali skłonić Klarę do powrotu, podając jako argumenty cierpienie rodziców, zszarganie dobrego imienia rodu i propozycje bogatych podarków. Klara wszystko odrzuciła.

Kilkudniowe namowy pozostały bezowocne. Kiedy w Wielki Piątek spróbowali w kościele wszcząć z Klarą kolejną dyskusję o powrocie, ona, chwyciwszy się ołtarza, pokazała im ostrzyżoną głowę. Nawet rycerze z rodu di Offreduccio nie odważyli się na podwójne świętokradztwo, bo osoba poświęcona Bogu (oznaczała to ostrzyżona głowa) cieszyła się opieką Kościoła, ponadto opieką Kościoła objęty był każdy, kto chwycił się ołtarza, gdyż było to również znakiem oddania się Bogu. Ustąpili, uznając się za pokonanych. Cóż, ich krew: Klara okazała stałość i odwagę właściwą córce nieustraszonych rycerzy.

Roland Prejs OFMCap

„Głos Ojca Pio” [15/3/2002]

Ostatnio zmieniany środa, 10 sierpień 2016 12:02

Nowy numer "Głosu Ojca Pio"

Głos Ojca Pio 104 (2/2017)

Tym razem „Głos Ojca Pio” podejmuje problem grzechu pokoleniowego, nie wszyscy bowiem wiedzą, że Kościół w Polsce wypowiedział się na ten temat jednoznacznie, podkreślając, że każdy osobiście ponosi odpowiedzialność za...

Czytaj więcej

    


Rekolekcje wielkopostne

REKLAMA

WIDEO

R   E   K   L   A   M   A

Newsletter